GPS – o UXie wychowawczym

Nawigacja samochodowa – cudowny wynalazek. Dzięki niej możemy jeździć na wywczasy jak ludzie, nie jak dziady jakie. Żadnego zatrzymywania się  i nerwowego szukania swojej pozycji na mapie. Nie trzeba prosić drugiej osoby o udawania pilota – nawigacja powie nam, czy skręcić, czy jechać prosto. Nie musimy przełamywać lodów z tubylcami pytając się o drogę, narażając się na wpuszczanie upału do środka samochodu  (i zapominać udzielonych wskazówek zaraz po zamknięciu szyby). Oszczędność czasu, stresu, same benefity. Nawigacja samochodowa GPS jest po prostu kochana.

W tej kałuży słodyczy, jaką tu wylałem, zapewne już słyszycie chlupot nadchodzącego wielkimi krokami

„Czy na pewno?”. A więc:

  • Czy na pewno?

Wszystko jest dobrze, dopóki jest dobrze. W momencie, gdy orientujemy się, że wpisaliśmy zły adres, trafiamy na remont drogi, towarzysz/ka podróży rzuca hasło „a weź, zajedźmy jeszcze do spożywczego” albo po prostu przegapiamy skręt – zupełnie głupiejemy. Wszystko dlatego, że jechaliśmy tylko pod dyktando „skręć w lewo”, „skręć w prawo”. Nawet jeśli czasem rzucaliśmy okiem na mapę – to mapa z każdym skrętem zmienia swoją orientację. Ergo: nie zbudowaliśmy w swojej głowie żadnych punktów odniesienia, tzw. „mapy poznawczej”.

Samo orientowanie się na GPS może też sprawić, że o wiele mniej się orientujemy w sytuacji na drodze. Znane są przypadki, gdy błąd na mapie kończył się wjechaniem kierowcy do rzeki lub innym spektakularnym wydarzeniem (kilka przykładów tu; zabawny jest delikatny seksizm  w opisie przykładów – gdy bohaterem jest facet, pisze się ogólnie „driver”, „tourist”, gdy kobieta – mamy w nagłówku „woman”). To oczywiście spektakularne, ale jednak rzadkie przypadki. Jednak jakoś tam nas mogą prowadzić do wniosków, że część „zwykłych” wypadków też może być powodowane przez zbytnie zaangażowanie uwagi na GPSie, a są kwalifikowane jako po prostu wina kierowcy (o czym dalej).

Ktoś pewnie krzyknie: „daj spokój, taka sytuacja zdarza się 1 raz na 100, plusy dodatnie zdecydowanie przeważają plusy ujemne”. I nawet może będzie miał rację, ale nie ze wszystkim. Mógłbym ogólnie się odwoływać do tego, że warto poznawać geografię i topologię różnych miejscowości, wcześniej mniej lub bardziej analogowo planując podróż. Ten argument łatwo zbić kontrargumentem o treści „e tam”. Bo co tu dużo mówić – przy nieznanej trasie sam zawsze wybieram wygodniejsze jechanie za GPSem.

Gorzej już z wypadkami. I nie chodzi tylko o te spektakularne próby przerobienia swojego samochodu na amfibię. Generalnie, korzystanie z GPSa obniża „drive performance”(pdf), nawet jeśli wspomaga się komunikatami głosowymi; dopiero przestawienie się tylko na głosowe komunikaty cośtam poprawia.

Zwróćmy też uwagę na pierwotne zastosowanie GPSa – w armii. Nie da się ukryć, że podczas operacji bojowej zmienność sytuacji jest daleko większa niż podczas wycieczki na Mazury. Gdy wokół ciebie latają kończyny/fragmenty czołgów/inne – zanik orientacji i wyobraźni przestrzennej może być szczególnie bolesny.

Kolejny argument: korzystanie z nawigacji samochodowej może pomniejszać mózg. Ściślej mówiąc – są dane sugerujące pomniejszanie się hipokampa, części mózgu odpowiedzialnej m.in. za wyobraźnię przestrzenną. Co dodatkowo może zwiększać szansę na Alzheimera. Suabo?

OK, namalowałem czarny obraz – wypadki, niszczony sprzęt, ranni, zabici i mózg w zaniku. Wszystko przez GPS. Co robić, jak żyć? Problemy każdy widzi, warto by było przedstawić jakieś fajne sugestie (#pozytecznoscaudytowuzytecznosci).

Sprawa jest o tyle trudna, że stykamy się z sytuacją, z którą jako UXowcy rzadko mamy do czynienia: ułatwienie dla użytkownika przynosi mu długofalowe szkody. Właściwie najczęściej stykam się w z tym w sytuacjach dotyczących, saprajs, saprajs, bezpieczeństwa. Na przykład sama instytucja loginu i hasła jest bardzo niewygodna dla użytkownika, ale póki skanery siatkówki się nie rozpowszechnią – musimy się na godzić na niewygodną autoryzację w systemach transakcyjnych.

Propozycje. Po pierwsze: ogólne wychowywanie i informacja. Każdy GPS powinien zawierać informację o tym, że korzystanie z wizualnego interface’u zwiększa ryzyko wypadku i ma negatywny wpływ na mózg. Dokładnie tak jak robimy z alkoholem i papierosami.

Po drugie – łatwe przełączanie nawigacji na tryb tylko głosowy. Niby łatwo to zrobić, przynajmniej, gdy korzystamy ze smartfona. Trzeba po prostu wygasić ekran. Ale ładna afordancja by w interfejsie bardzo pomogła. Można by też poeksperymentować z umożliwianiem włączenia mapy tylko np. na 30 sekund, aczkolwiek efekt mógłby być odwrotny.

Na pewno ciekawe by było wymuszenie opcji pokazywania mapy/wskazówek tylko wtedy, gdy samochód stoi albo porusza się bardzo wolno (oczywiście zawsze włączone są informacje głosowe). Zgubiłeś się? Zjedź grzecznie na boczek, zorientuj się, wróć do ruchu. Przy tworzeniu systemów wbudowanych w deskę rozdzielczą można by to tak zaplanować, żeby mapa mogła być obserwowana tylko przez drugą osobę, a nie kierowcę (i ładnie się przekręcała do kierowcy, gdy samochód się zatrzyma :)).

To na pewno nie są przyjemne ograniczenia, ale ważne rozważenia i potencjalnie przynoszące sporo korzyści. Wszystkim milusińskim chcącym gardłować o zamachu na wolność itd. przypominam, że kiedyś jeżdżenie po kielichu czy bez pasów nie było, z punktu widzenia prawa, niczym złym. Więc warto chociaż takie opcje sprawdzić. Ok, ale co z rozwiązaniami pozytywnymi?

Fajnie by było przebadać rozwiązanie typu HUD / Augmented Reality. Czyli – wyświetlanie wskazówek jest zintegrowane z tym, czego dotyczą wskazówki. Wygląda to tak:

Ale, wbrew pozorom, to rozwiązanie też jest trochę tricky. Migające obiekty nadal mogą odwracać uwagę od tego, co się dzieje na drodze, np. od tira wjeżdżającego z lewej na skrzyżowanie na czerwonym (puszczając wodze fantazji: jeżeli taki HUD by malował takiego tira na czerwono i nim pomigał, to czemu nie).

Następna koncepcja, tym razem bardziej odpowiadająca na bolączkę „ogłupiania”: orientować mapę w nawigacji tylko na północ. Czyli: mapa nie obraca się, obraca się tylko symbol samochodu na mapie. To początkowo trudniejszy, ale znacznie bardziej „wychowawczy” dla mózgu sposób prezentacji pozycji w przestrzeni.

I ostatni pomysł – przekazywanie przez system nawigacji większej ilości treści wspomagających orientację. Np. w mieście zawsze pokazywać symbol przedstawiający centrum miasta (lub inny rozpoznawalny, duży obiekt, np. rzekę). Jeżeli ten obiekt jest akurat poza wyświetlanym obszarem – należy go pokazać na brzegu mapy.

Również informacje głosowe mogą wspomagać orientację. Czyli zamiast: „Na skrzyżowaniu skręć w lewo” nawigacja powinna mówić „Na skrzyżowaniu skręć w lewo, na północ, w ulicę im. Jakuba Nielsena”. A po skręcie jeszcze dowalić „Jedziesz ulicą Nielsena na północ”. Co fajne, podobne sugestie pojawiały się w tym badaniu o obniżaniu „drive performance” (przysięgam, przeczytałem już po tym, jak sam to wymyśliłem).

Podejrzewam, że z sporo z moich genialnych pomysłów została już dawno wymyślona i przebadana. Jak ktoś ma jakieś fajne linki, to niech się dzieli. I będę też ciekawy innych przykładów, gdy dla dobra użytkownika warto mu utrudnić życie.

Advertisements

Komciaj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s